Posty

Wyświetlanie postów z 2014

W moim pudełku mieszkają elfy

Obraz
Często koledzy - wędkarze pytają o tworzone przeze mnie przynęty. Postanowiłem napisać parę słów o woblerach, jigach i innych „wynalazkach”, jakie powstają w moim małym warsztacie. Przedstawię kilka ulubionych wzorów. Może kogoś w ten sposób zainspiruję, a początkujący luremakerzy znajdą dla siebie jakieś ciekawe informacje. Na pierwszy ogień pójdą woblery na klenie i jazie.
ELF

Ten niepozorny wabik zrobiłem 2 lata temu i od razu stał się moim jaziowym numerem 1. Pamiętam jak poszedłem nad jeden z wiślanych dopływów poustawiać nowe woblerki. Woda była znacznie podniesiona a napotkani wędkarze, którzy schodzili z wody, pytani o wyniki tylko kręcili głowami. Zapiąłem mikruska na agrafkę i przytrzymałem na żyłce. Przy swojej niewielkiej wadze pracował nawet w bardzo mizernym uciągu. Praca nie wyglądała całkiem fajnie, ale nie jakoś szałowo, pomyślałem, że trzeba dać mu szansę. Chciałem sprawdzić jak będzie sprawował się wypuszczony kilka metrów niżej i ku mojemu zdziwieniu już na pierwszyc…

Po pracy...

Obraz
Popołudnie nad Wisłą było bardzo przyjemne, Woda była znacznie podniesiona, a przy nadbrzeżnych trawkach buszowały klenie i jazie. Nastawiłem się, jednak,  na bolki. Po około godzinie łowienia namierzyłem atak patrolowca. Wyszedł na płytszą kamienną łachę i zaatakował tuż przy brzegu, zrobił zwrot i odpłynął w stronę dołka. Po o dziesięciu minutach ponowił akcję. Zmieniłem stanowisko, żeby miec go w zasięgu rzutu. Kilka rzutów standardowymi boleniówkami nie przyniosło skutku więc założyłem ZZ rapa od Tomy'ego. Wolne prowadzenie, opad, podbicie, trzy obroty korbką i strzał! Branie było bardzo efektowne i ryba bardzo pewnie się zacięła. Boleń na zdjęciu z komórki wygląda bardzo chudo, choc w rzeczywistości był w znacznie lepszej kondycji. Znowu nie udało się przekroczyc 70 cm, ale i tak byłem zadowolony. Na koniec spotkałem jeszcze znajomego forumowicza, który skutecznie łowił tego dnia kleniojazie, chwilę pogadaliśmy i przed zmierzchem wróciłem do domu.

Wisła i popołudniowe klenie

Obraz
To nie miało byc tak. Ustawiłem się na bolenie. Wędka do 30g, plecionka z przyponem fluorocarbonowym 0,20 mm, a w kamizelce głównie większe przynęty. Na szczęście małe pudełeczko klenio-jaziowe zawsze też ze sobą targam, więc udało się trochę połowic. Szału nie było, na główkach pokazywały się klenie i jazie i nawet chętnie wychodziły do moich wobków na przegrubionym zestawie. Dobre były też obrotówki. O dziwo, malutkie przynęty całkiem dobrze pracowały w połączeniu z dośc toporną resztą. Klenie rozmiarowo nie powalały. Wszystkie złowione sztuki miały poniżej 40 cm.


Nie zawsze udawało się zaciąc nawet zdecydowane brania, ale winę zrzucam na sztywną linkę i fluorocarbon. Zostałem do wieczora w nadziei, że coś się wydarzy o zmierzchu, ale nic specjalnego się nie działo, więc zwinąłem sprzęt ok 21. Niby to jeszcze lato, wakacje, ale w powietrzu czuc już nadchodzący wrzesień.

Jak dziecko...

Obraz
Niedziela, miały być bolenie, ale było tak gorąco, że postanowiłem przeczekać do wieczora. W międzyczasie przymocowałem mały spławik do wklejanki, wyciągnąłem puszkę z kukurydzą, zanęciłem i zarzuciłem zestaw. Po chwili spławik drgnął i poczułem się jak mały chłopiec. Brały klenie, krąpie i piękne karasie. Największe sztuki ok 30-40 cm. To było bardzo miłe popołudnie nad Wisłą. Wieczorem zmontowałem spinning i porzucałem chwilę z rapami. Dwie sztuki uderzyły w wobka ale, żadnej nie udało się wyholować.  Brały bardzo ostrożnie, może podbijały tylko wabik. Karasie i tak zdominowały niedzielne łowy.

San, 14-15 czerwca...

Obraz
To były 2 dni na dużym deficycie snu... Ryby brały... wychodziły do suchej muchy... do nimf... Kowal opanował do perfekcji łowienie "pedałkami" Mieszkańcy Sanu pięknie walczyli... i pozowali... Było w czym wybierac... koncepcja była słuszna... :) prawie zawsze... Nie przeszkadzał wiatr ani deszcz... te kolory... plum... znowu branie... znowu rybka... jeszcze raz plum... tym razem na chruścika..
i tak przez dwa dni Podziękowania dla Pani Fotograf (Iga vel Pani.Ka)

Boleniowy czerwiec

Obraz
W końcu mam chwile wolnego, więc nadrabiam blogowe zaległości. W czerwcu bardzo dobrze współpracują na mojej Wiśle bolenie. Najlepiej łowi mi się wieczorem. W zależności od poziomu wody pojawiają się na różnych miejscówkach.

Brań jest sporo. Trzeba wstrzelic się w sposób prowadzenia wabika jaki w danym dniu najbardziej odpowiada rybom. 
Jak to na Wiśle, bywają dni kiedy woda jest jakby martwa i rapy nie reagują na żadne przynęty, a wtedy można poszukać kleni, jazi....

Rybki z małej rzeczki

Obraz
Na kolosy nigdy się nie nastawiam jadąc nad moją małą rzeczkę, ale zawsze podświadomie czekam na niespodziankę. Teraz jej nie było, ale skradanie się brzegami ciurków i pstrągowe podchody zawsze mi się podobają i mają w sobie to coś. 

To był wspólny wypad z Kowalem - mucha i spinning. Brań i rybek było sporo, niestety rozmiary złowionych pstrągów i lipieni były raczej mizerne. Testowałem jigi.  
Kropki ochoczo wychodziły do zwykłych pióraków, do jętek i do voodoo jiga. Największy z moich pstrążkow połakomił się na czarną pijawkę. U towarzysza wyprawy królowały nimfy w różnych wzorach. Zagryzały je wymiennie pstrągi i lipienie.
Voodoo jig

Z dużej wody...

Obraz
Woda na Wiśle jeszcze spora, ale już się klaruje. Ryby całkiem aktywne. Krótki wypad po pracy zaowocował kilkoma rybkami. Było sporo drobnicy, niewielkie sandaczyki ok 40 cm i podobnej wielkości szczupaczek. Powierzchniowej aktywności boleni nie było widać, ale udało się skłonić do brania jednego przyzwoitego aspiusa. Rybka połakomiła się na prowadzony zmiennym tempem wobler Tomy'ego. Jak tylko jeszcze trochę opadnie poziom wody w rzece, spróbuję dobrać się do nich z muchówką...

Przedpremierowy boleń

Obraz
W planie miały byc klenie i jazie. Wziąłem nad wodę muchówkę, ale podniesiona rzeka nie pozwoliła na dogodne podejście do żerujących ryb i swobodne machanie linką. Próbowałem łowic, więc woblerkami i paproszkami. Chciałem przetestowac kamerkę gopro, którą nabyłem na wiosnę . Jazie były bardzo wstydliwe, ale nieduży boleń ok 50 cm miał duże parcie na szkło.
Tak jakby nie wiedział, że ma jeszcze dwa dni "luzu". Po niecałej godzince burza wygoniła mnie do domu.

Pechowa wiosna

Obraz
Kwiecień, ten miesiąc bardzo lubię, ale w tym roku jakoś nie mam szczęścia. Złamałem już dwa fajne kijki, a wszystkie ryby łowione przeze mnie nie przekraczały jak na razie 35 cm. Wczoraj, w końcu, wybrałem się nad Wisłę. Na początku znowu mi nie szło. Wiatr dawał się we znaki a na dwóch pierwszych miejscówkach nie miałem nawet skubnięcia. Przeniosłem się na nieduży dopływ i było ciut lepiej. Pierwsze brania, nieśmiałe trącenia przynęty przez "pokłute" ryby. Szybka decyzja i znowu wróciłem nad Wisłę. Nad rzeką wiatr wiał dalej w najlepsze. Po pierwszym, kontrolnym rzucie poczułem konkretne targnięcie, ale ryba spięła się zaraz po zacięciu. Wobler przepłynął może metr i miałem kolejne branie. Zaciąłem jazia, który jednak po kilku "bujnięciach" również spadł. Sprawdziłem kotwiczkę ale wszystko wydawało się ok. Tymczasem wiatr powoli cichł i dało się zaobserwować powierzchniową aktywność ryb. Przyłożyłem się do łowienia i udało się złowić... leszcza, który zasmakował …

Pierwsze koty za płoty

Obraz
Rozpoczęcie sezonu na zero… Niby nie pierwszy raz i zapewne nie ostatni, ale oczekiwania miałem trochę większe, bo kropki z podkrakowskich siurków zazwyczaj mnie lubią. Miejscówki były mocno przedeptane, słońce prześwietlało wodę, ale nadzieja była do samego końca i choć jeden kontakt udało, nawet, się zaliczyć, to trochę za mało jak na parę godzin „bobrowania” rzeczki. Były też małe pozytywy. Nowa konstrukcja pstrągowego jiga spełnia moje oczekiwania. Dzięki zwiększonej wyporności przynęta nie idzie jak kamień na dno i daje wolniutko się prowadzić w dołkach. Dodatkowy potencjał to możliwość animacji jiga wędką i jego nieregularne odjazdy na boki. Bardzo mocno wierzę w ten model, kolejne testy przed nami…