Posty

Spinningista w muchowym raju

Obraz
San był dla mnie zawsze magiczny. Legendarne ryby, piękne krajobrazy i wspomnienia z młodzieńczego wędkowania pełnego fantazji, to wszystko kojarzy mi się z tą fantastyczną rzeką, nad którą nigdy nie brakuje emocji. Pojechaliśmy grupą 5-osobową - świetni wędkarze: Kowal, Andrzej, Piotrek i Krzysiek. Było magicznie. Dawno już nie łowiłem na muchę, ale okazało się, ze do końca nie zapomniałem, na czym polega ta zabawa i codziennie łowiłem ładne rybki.


Miałem plan, żeby dopracować metodę łowienia długą nimfą. Udało się dobrać do skóry kilku pstrągom i lipieniom. Z każdym dniem było lepiej i czucie przynęt i ich prowadzenia pod koniec wyjazdu było już całkiem fajne. Moje mini brązki i quille, wilelkości 16-18, na małych wolframowych główkach, przypadły szczególnie do gustu mieszkańcom Sanu.

Nimfy nimfami, ale kiedy tylko ryby zaczynały zbierać coś z powierzchni zaczynałem łowić „sucharkiem”. Sprawdzały się standardowo Goddardy i niewielkie jętki, w rozmiarach podobnych jak wyżej wspomniane…

Dzień dziecka

Obraz
Nadrabiam zaległości. Nim napiszę krótką relację z wyprawy nad San, chciałem przedstawić młodego adepta sztuki wędkarskiej. Ma 2 lata i 8 miesięcy, na rybach jeszcze w pieluszce, ale pierwsze hole kleni już zaliczył. Ryby niewielkie z niedużej rzeczki, ale radość z wyprawy ogromna. Nie jestem do końca pewien, kto się bardziej cieszył, dzieciak czy tata J.

Szybkość, z jaką kręci korbką zwiastuje poważne problemy wiślanym rapom w, nie tak odległej, przyszłości. Jest zapał i duży uśmiech na twarzy. Każdą rybkę chciał wypuścić osobiście. Łowiliśmy klenie, ale ulubiony gatunek malucha to „trąg totokowy”, „kokoń” i „tupak” też mu się bardzo podobają J.
W niedzielnej wyprawie uczestniczyła mama młodego łowcy, która złowiła największego klenia dnia. Wygląda na to, że trzeba już zacząć kompletować sprzęt familijny. Takich wypadów na ryby nie da się porównać z niczym innym…

Maj i bolenie

Obraz
Maj nie był zły, ale nie było w tym roku magii. Takie mam wrażenie. Na rybach byłem w sumie kilka razy, a one żerowały bardzo różnie. Mam swoje ulubione pory i ryby najwyraźniej też je mają choć tu bardziej wyznacznikiem jest poziom wody, a nie godzina. 


Wszystkie złowione bolenie były raczej nieduże. 50-60 cm. Raz brały na woblery prowadzone głębiej innym razem trzeba było przefrunąć po powierzchni przynętą w iście ekspresowym tempie. Czasem cmokały powierzchniowe bez sterowce, kiedy indziej dziubały wabiki ze sterem. Jedyną regułą był brak reguł. 

Zacząłem dość późno, bo dopiero w połowie maja. Czuć było, że bolki miały już styczność z przynętami. Delikatne brania, podskubywania woblerów, wszystko takie mało dynamiczne, mało boleniowe. Ryby udawało się łowić w miarę regularnie, tylko ten gabaryt nie zachwycał. 



Łowiłem tylko własnymi przynętami. Najlepsze rezultaty dawała Ławica 65. Wersja ze sterem i powierzchniowiec tej samej wielkości też się sprawdzały. 


Turbo - nowa przynęta

Obraz
Turbo - testy tej przynęty zacząłem niejako z przymusu, bo o ile chciałem w tym tygodniu sprawdzić nowe wabiki to zostawienie pudełka z woblerami w domu walnie przyczyniło się do intensywności testów.

Rybki brały dość pewnie. Zrobiłem sobie sporo wariantów, na drucikach, linkach a la Streamepps i w innych ciekawych konfiguracjach. -  bardzo rozwojowy wabik. Będzie miał zastosowanie również na pstrągach.

Amator wirujacego TURBO...


Uzbrojone w druciane ownerki lub haki czeburaszkowe. ( dodatkowo chwosty lub gumki). Waga od 0,7 do 1,5g max. Testy wypadły całkiem nieźle, choć żaden większy "Jan" się nie trafił.


Wiosenne rybki

Obraz
Wiosna nieodmiennie kojarzy mi się z łowieniem jazi na spinning. Związane jest to w dużej mierze z dostępnością tych wdzięcznych ryb na moich miejscówkach i jednocześnie z pstrągową "bryndzą" na wodach okręgu krakowskiego. Nie będę jednak dziś narzekał, bo udanie rozpocząłem sezon 2017. 

Na łowisko wybrałem jeden z wiślanych dopływów który mijam zawsze w drodze powrotnej z pracy. Plan był taki, żeby sprawdzić czy jazie się pojawiły i czy będą reagować na nową gumkę - prototyp minimaster w rozmiarze 0. Plan wykonany został w 100 procentach. 


Brały ładne płotki i oczywiście jazie. Oprócz gum sprawdzał się niezawodny czarny woblerek z brokatem. Na wędce zameldował się również jakiś kleń. Kontaktów było naprawdę sporo. Ryby były aktywne. Widać było pojedyncze spławy i przemieszczającą się drobnicę. 

Wędkowanie zakończyłem po obłowieniu zaledwie kilku miejscówek, ale nawet z tego krótkiego pobytu nad wodą byłem zadowolony. Lubię wiosnę!

Jesień też na gumowo...

Obraz
Mini gumki nie przestają mnie zadziwiać. Łowienie na dużej październikowej wodzie przyniosło kilka niespodzianek. Tu było sporo szczęścia, bo działałem bez stalki. Nie zawsze są szczupaki, są dni kiedy wiślany latawiec ratuje dzień...

Najbardziej jednak lubię okonie. One dają mi sporo zabawy. Ryby 30+ trafiają się coraz częściej.



Gumobranie

Obraz
W piątek, wczesnym rankiem dostałem sms od jednego z forumowiczów jerkbait.pl. - jadę łowic, napisał. To zrodziło w mojej głowie chytry plan. Jako, że udało mi się wyrwac z pracy trochę wcześniej, nad rzeką byłem już wczesnym popołudniem. Zacząłem od woblerków i bardzo szybko przerzuciłem kilka kleników w rozmiarze 30+. Zmieniłem miejscówkę i przynęty. W ruch poszły moje ulubione gumy. 

W końcu trafił się przyzwoity kleń, ponad 40 cm. Widziałem ładne ryby ale na jakiś czas brania ustały. Jazie i klenie nie reagowały nawet wzrokiem na wabiki podane pod sam pysk. Przypłynęły bolenie… Nie za bardzo czym miałem je straszyc, więc poszedłem trochę niżej. 


Szybko okazało się, że małe pstrągowe kopytko działa dobrze na wiele gatunków ryb. Łowiłem klenie, okonie, jazie, okazało się że gumka spasowała również bolusiom. Wprawdzie atakowały ją podrostki do 50 cm, ale dało mi to do myślenia. Trzeb będzie spróbowac zrobic większe warianty tej przynęty.