Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2013

Pstrągi na Dzień Matki

Obraz
W sobotę zadzwonił Kowal, powiedział, że mimo „kopniętej” wody widział żerujące pstrągi na jednej z naszych rzeczek. Namówił mnie. Pozostało jeszcze zadecydować, sobotnie popołudnie czy niedzielny ranek. Ustaliliśmy, że pojedziemy z samego rana w Dzień Matki. Nad wodą byliśmy około szóstej. W planie były jedynie 2,5 – 3 godziny łowienia, no, ale cóż, dobre i to. Szybki rzut okiem na kolor rzeki i optymistycznie stwierdziliśmy, że będzie ok, choć jej przejrzystość pozostawiała sporo do życzenia i oczywiście wolelibyśmy znacznie czystszą wodę.  Kowal zmontował muchówkę, a ja uzbroiłem spinning w jednego z moich ulubionych jigów. Przy trzecim rzucie poczułem zdecydowane puknięcie i za chwilę przyjemny ciężar na końcu zestawu. Pstrąg ok 30 cm dzielnie młynkował i tuż przy podbieraniu (zachciało mi się wtedy zdjęcia robić) wytrząsnął bezzadziorowy haczyk z pyska. Parę metrów dalej miałem kolejne branie, a za chwilę spad trochę mniejszego pstrążka. Kolejna miejscówka mnie zaskoczyła. Branie …

Poranny sobotni wypad

Obraz
Sobota - zaspałem. Planowałem nad Wisłą być ok 4 rano, ale ostatecznie na miejscówce, od której planowałem zacząć, pojawiłem się ponad godzinę później.Ataków boleni nie było nigdzie widać, ale pod przeciwległym brzegiem sumy tłukły niemiłosiernie. Założyłem boleniówkę na koniec zestawu i zacząłem obławianie. Rapki żadnej nie złowiłem, za to do próbowanych różnych woblerów wyszły dwa szczupaczki. Większy wypiął się bardzo szybko, a mniejszy bardzo głęboko zassał Rapalę Original przemalowaną na ciemno-srebrną ukleję. Miał niecałe 50 cm i nie był zbytnio zestresowany. Po uwolnieniu z kotwiczek odpłynął niespiesznie do swojego dołka. Później próbowałem sił na opasce, ale wobkami interesowała się tylko drobnica. Na koniec sprawdziłem mój ulubiony, kleniowy przelew. Rybki harcowały zbierając owady. Czasu nie miałem już za wiele, ale udało się złowić jednego klenia, którego można było uwiecznić na fotografii. Ryba miała 42 cm i pewnie uderzyła w srebrnego, przeciążonego mikruska.

Buszując w pokrzywach

Obraz
Po ostatnich deszczach i gwałtownych burzach mało jest miejsc nadających się do łowienia. Wisła wciąż brudna , niesie duże ilości patyków traw i innych śmieci.  Szukałem jakiejś ciekawej alternatywy, ale w końcu jak zwykle wylądowałem na mojej rzeczce. Znowu udało się połowić, tym razem więcej było kleni, choć i jazik jeden malutki ok 30 cm połakomił się na czarnego woblerka w żółte grochy. Niemiłosiernie poparzyły mnie pokrzywy, ale chyba było warto. Testowałem różne przynęty. Bardzo zadowolony jestem z pracy imitacji widelnicy do której biły nieduże klenie a nawet ukleje. W końcu trafił się też przyzwoity kleks 40+. Złowiłem go na niezawodnego ostatnimi czasy jasno-złotego mikrusa w czarne kropki. Zaliczyłem udane popołudnie nad wodą, czegoż chcieć więcej...

Rzutem na taśmę

Obraz
Po ostatnich obfitych opadach woda we Wiśle nie bardzo nadaje się do łowienia. Rybek trzeba szukać na szybciej czyszczących się dopływach. Mnie szczęście dopisało dziś wieczorem dopiero w ostatnim rzucie. Jaź miał 42 cm długości. Był bardzo waleczny. Wziął na mojego ulubionego wobka, nie tylko ja go lubię...