Wzdręgi, krasnopiórki, pięknotki...



W końcu znalazłem chwilę, żeby pouganiać się za wzdręgami. Plan był na krótki wypad po pracy. Zajechałem nad wodę i okazało się, że nie mam kołowrotka z linką UL, a jedyny młynek jaki znalazłem w samochodzie to przeznaczony do wiślanej orki Red Arc wielkości 3000 z przegrubioną plecionką 0,10. Śmiesznie wyglądał przykręcony do małej wędeczki (white crow), ale okazało się, że można tym rzucić niewielką przynętę za pas trzcin. Przyponówka 0,12, była, na szczęście,w kamizelce. Nad wodą spotkałem kolegę Sławka, znanego wędkarskiej braci internetowej jako @etherni, a że Sławek to równy gość, podzielił się informacją o zlokalizowanym stadku fajnych krasnopiór. Chwilkę to trwało, ale w końcu dobrałem przynętę na którą reagowały większe egzemplarze.
 
 
Trafiłem siedem ładnych wzdręg, z czego tylko jedna była, wyraźnie poniżej 30 cm. Największa "mamuśka" miala 36 cm i w zasadzie chyba nigdy wcześniej większej nie złowiłem .
 
 
Jedna ryba zasmakowała w nowym testowym mikrokopytku, inna zassała z dna sztuczną ochotkę, a pozostałe rybki pewnie atakowały prowadzoną wolno w toni czarną jęteczkę. Były jeszcze mniej istotne przyłowy, ale te ślicznotki...
 
 

Komentarze

  1. Pięknie Pawle, ja swój pierwszy wypad na krasnopióry mam przed sobą. Już wkrótce :)
    Pozdrawiam
    Maciek

    OdpowiedzUsuń
  2. Ładne sztuki! Gratuluję. Genialne gumki to i rybki musza być. Muszę w okolicy poszukac lowiska z tymi wiekszymw wzdręgami. Jak na razie tylko drobiazg gryzie ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Wdzięczne bardzo rybki i waleczne. Walczymy, Panowie, walczymy :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

I znowu przyjdzie maj - woblery Ławica

Sierpniowe muchowanie