Muchowe bolenie

Tak sobie wykombinowałem, że skoro skutecznie udało mi sie kusić bolenie microjigami, to muchówką też dam radę. Nie od razu wszystko zadziałało tak jak chciałem, ale juz przy drugim podejściu udało mi się przechytrzyć dwa bolki. Za pierwszym razem niewiele brakowało. Jedna nieduża ryba została nawet sprowokowana do ataku mokrą muszką ze złotą główką, ale gdy tylko została delikatnie ukłuta, wyszarpnęła wabik z pyska. Pierwsze moje muchowe rapki zostały jednak złowione na suchą muchę. 



Nie ma w tym przypadku. Oba bolenie trafiłem na upatrzonego. To takie inne, specyficzne"wiślane suszenie", bo ostatni kawałek przyponu to żyłka 0,16 lub 0,18. Grubo, ale, w końcu, możemy spodziewać się dynamicznego ataku ryb wielkości 50-60 cm. Machałem muchówką klęcząc. Pierwsze branie nastąpiło gdy tylko podałem chruścika w miejsce widocznego żerowania bolenia. Ryba, ciut poniżej 50 cm, z impetem zgarnęła muchę z powierchni. 



Większą rapkę złowiłem trochę póżniej. Zauważyłem jak powoli wpłynęła na płytką, spokojną wodę. Ciemny kształt na tle piasczystego dna, był dobrze widoczny. Rzut, przynęta przepłynęła tuż przed nosem ryby, przysmużyłem, muszka zaciekawiła bolenia i została zassana. W obu przypadkach łowiłem na imitacje chruścików, ale myslę, że sam wabik (może poza jego wielkoscią w tym akurat momencie) jest drugorzędną sprawą. Bolenie ewidentnie buszowały wsród małego narybku. Bardziej istotne było punktowe namierzenie ryby i dokładne podanie przynety, sprowokowanie ryby do brania. Choć rapy złowione nie nalezały do olbrzymich, to i tak jestem bardzo zadowolony. Takie podchody mają niepowtarzalny klimat i zamierzam neibawem znów pobiegać z muchówką po Wiśle

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

I znowu przyjdzie maj - woblery Ławica

Sierpniowe muchowanie

Wzdręgi, krasnopiórki, pięknotki...