Delikatne letnie łowienie

To jest bardzo dziwny rok. Dość często wpadam nad wodę dosłownie na godzinę lub dwie. Mimo nieregularnych wypadów o różnych porach dnia, zazwyczaj udaj się coś złowić, a nawet, jeśli nie, to te małe porażki przynoszą cenne refleksje. W kościach czuję powrót do muchy. Taki bardziej poważny.
Łowiłem ostatnio na „sucharka” ładne klenie i trochę mniejsze pstrągi na jednej z podkrakowskich rzek. Kluczem do sukcesu okazało się dobranie muchy i „przyczajka”. Największą rybą, która wyciągnąłem był kleń ponad 50 cm, pstrągi jakieś udało się przechytrzyć, dwie większe sztuki przechytrzyły mnie. Ciemny chruścik rządzi w moich okolicach, ale zamierzam też dać szansę jętkom.


Spinningiem też łowię bardziej delikatnie. Tu łupem padały ostatnio również klenie, jaziki, leszcze i, co ciekawe, bolenie. Nie byłoby w tym nic specjalnego gdyby nie fakt, że łowiłem głównie micro jigami. Na dwa ostatnie wyjścia nad wodę zaliczyłem 6 kontaktów z rapkami.

Ryby wielkością nie powalały, ale dla sprzętu UL miały optymalne rozmiary. Wyjąć udało się trzy sztuki 45, 50 i 57 cm. Za pierwszym razem powiedziałbym, że to przypadek, ale zauważyłem, że bolki z dużym zaciekawieniem reagowały na malutkie przynęty.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

I znowu przyjdzie maj - woblery Ławica

Wzdręgi, krasnopiórki, pięknotki...

Rybki z małej rzeczki