Maj i bolenie

Maj nie był zły, ale nie było w tym roku magii. Takie mam wrażenie. Na rybach byłem w sumie kilka razy, a one żerowały bardzo różnie. Mam swoje ulubione pory i ryby najwyraźniej też je mają choć tu bardziej wyznacznikiem jest poziom wody, a nie godzina. 



Wszystkie złowione bolenie były raczej nieduże. 50-60 cm. Raz brały na woblery prowadzone głębiej innym razem trzeba było przefrunąć po powierzchni przynętą w iście ekspresowym tempie. Czasem cmokały powierzchniowe bez sterowce, kiedy indziej dziubały wabiki ze sterem. Jedyną regułą był brak reguł. 


Zacząłem dość późno, bo dopiero w połowie maja. Czuć było, że bolki miały już styczność z przynętami. Delikatne brania, podskubywania woblerów, wszystko takie mało dynamiczne, mało boleniowe. Ryby udawało się łowić w miarę regularnie, tylko ten gabaryt nie zachwycał. 



Łowiłem tylko własnymi przynętami. Najlepsze rezultaty dawała Ławica 65. Wersja ze sterem i powierzchniowiec tej samej wielkości też się sprawdzały. 



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

I znowu przyjdzie maj - woblery Ławica

Wzdręgi, krasnopiórki, pięknotki...

Rybki z małej rzeczki