Kumulacja...

Nie będzie to notatka o niesamowitych ilościach złowionych ryb, czy rekordowych okazach, raczej o szczęściu i moim sporym zdziwieniu, ale po kolei...  Godziny popołudniowe, wypad mega krótki, ot godzinka żeby porzucac, cel - białoryb. Wybrałem się nad moją Wisłę gdyż mam upatrzoną miejscówkę w której pływają fajne karasie leszcze i inne mulaki. Ukręciłem naprędce kilka microjigów, spakowałem SG Parabellum do 7g, a na młynek nawinąłem pajęczynkę - nanofil 0,04. Po kilku rzutach czułem że nie będzie zbyt ciekawie, bo na łowisku co jakiś czas atakowały drapieżniki. Przy zatopionym drzewie uderzył szczupak, trochę dalej w trawach zaatakował boleń. Posłałem przynętę trochę bliżej, w zatoczkę przy brzegu. Krótki opad, dwa obroty korbką, znowu opad i bum. Tępy opór i odjazd w stronę nurtu. Wiem, że to nie podhaczenie, ale nie mam pojęcia co to za ryba. Obstawiam dużego klenia, ale po chwili widzę, że to fajny szczupak. Zaczynam się zastanawiac czemu jeszcze nie obciął linki i wtedy zauważam, że koralik jiga błyska na zewnątrz pyska, teraz żeby tylko nie przetarł nanofilu na kamieniach. Kilka odjazdów i ryba wygina się ładnie w podbieraku... Dobra gruba siedemdziesiątka. Taki przyłów na sprzęcie UL, micro jig wielkości 1 cm błyskający przy rybce... to prawie jak szóstka i kumulacja w lotku. Szybka fotka z wody i powrót do domu...

Komentarze

  1. Takie przyłowy to częsta miła niespodzianka ; )

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda, jeśli tylko nie zabierają ze sobą przynęt :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

I znowu przyjdzie maj - woblery Ławica

Wzdręgi, krasnopiórki, pięknotki...

Rybki z małej rzeczki