Otwarcie w kopki...



Żona powiedziała jedź na ryby. Nie protestowałem. Zastanawiałem się gdzie jechac, ale ograniczenia czasowe sprawiły, że wybrałem najbliższą rzeczkę. Tak naprawdę nigdy wcześniej tam nie łowiłem i nie byłem nawet pewien czy na tym odcinku pływają jakiekolwiek rybki. 

Pierwszą konkretną miejscówkę postanowiłem obłowic kilkoma przynętami. W ruch poszły gumki, wahadełko, ale dopiero jig pokazał, że  dołku mieszka kropkowaniec. Po jednym z rzutów zobaczyłem błysk, takie machnięcie ogonem. Pełna koncentracja kolejna próba i jest. Nieduży pstrążek otworzył sezon.

Następna mjejscówka dała już miarowego potoczka. Wyszedł dosłownie  w drugim rzucie. Kolejne dołki przyniosły tylko niemrawe brania i jedno zepsute konkretne walnięcie. 

W drodze powrotnej postanowiłem obłowic jeszcze jamki, które obdarowały mnie rybami. Złowiłem jeszcze jednego malucha, trochę większego niż premierowy kropek i podobnej wielkości miaraczka.

W domu, kiedy dokładniej spojrzałem na zdjęcia okazało się, że o ta sama ryba, którą złowiłem jakieś dwie godziny wcześniej. Ten samiec musiał byc bardzo głodny

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

I znowu przyjdzie maj - woblery Ławica

Wzdręgi, krasnopiórki, pięknotki...

Rybki z małej rzeczki