Majowy poranek

Dziś nad wodą byłem jeszcze przed piątą rano. Nastawiłem się na bolenie, jednak miejsce, w którym najbadziej lubiłem je łowić w zeszłym roku, było puste, no prawie, bo pojedyncze ataki boleni bardziej mnie zniechęciły niż zmusiły do większego wysiłku. Podczepiony leszcz pięćdziesiątak przegonił mnie po brzegu i wypłoszył większość aktywnych ryb z łowiska. Po godzinie ruszyłem na opaskę. Jaziowe opukiwania woblerków nie zakończyły się skutecznym zacięciem, ale kleń dość  pewnie uderzył w mały wabik i dał doholować się do brzegu.

 Miara pokazała czterdzieści centymetrów.


Jazie zaczęły lepiej żerować. Wypatrzyłem płynącego w moją stronę wzdłuż opaski, rzuciłem woblerem, zobaczyłem tylko falkę i poczułem lekkie puknięcie, a następnie mocne targnięcie wędziskiem. Jaź zaczepił się za grzbiet robiąc zwrot i teraz  spływał z prądem wybierając bez trudu "czternastkę" z kołowrotka. Był duży, miał ok pięćdziesięciu cm. Nie udało się go podebrać. Odhaczył się tuż przy brzegu, ale wcześniej zapewnił mi kilkudziesięciometrową przebieżkę po kamieniach. Słońce zaczynało już mocniej przygrzewać, a ja wracałem na śniadanie do domu, zapowiadał się kolejny trzydziestostopniowy upał.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

I znowu przyjdzie maj - woblery Ławica

Wzdręgi, krasnopiórki, pięknotki...

Rybki z małej rzeczki