Lipcowa Skawa

 
To był bardzo ciepły dzień. Od samego początku wiadome było, że wyprawę należy traktować raczej jako wakacyjny spacer z wędką.
Na pierwszy ogień poszła sucha mucha. Wychodziły do niej nieduże klenie i bardzo małe pstrążki pochodzące, najprawdopodobniej, z tegorocznych zarybień. Godzinkę poświęciłem na spinning. Miałem do przetestowania parę chrabąszczy i dwie bromby Andrzeja Lipińskiego. Mimo kilku brań nie udało mi się niczego zaciąć (trzeba będzie poświęcić troche więcej czasu na dopracowanie metody powierzchniowej). Po zmianie przynęty złowiłem jeszcze trzy okonie.
Uderzyły w żółtego paproszka przy filarze mostu kolejowego. Póżniej zmieniałem jeszcze wędki, by ostatecznie zakończyć na przepływance, ale poza małym kleniem nie udało się żadnej rybki skusić do brania. Ucieszyła mnie spora ilość świnki, która, przez nikogo nie niepokojona, stała sobie w bystrzach.
 
Wszystkiemu przyglądał się bocian, za którym moja małżonka biegała po brzegu z aparatem. Nie był specjalnie zainteresowany pozowaniem do sesji zdjęciowej, ale na kilkanaście metrów dał się podejść. Kiedyś bociany były bardziej ufne...











Komentarze

Popularne posty z tego bloga

I znowu przyjdzie maj - woblery Ławica

Wzdręgi, krasnopiórki, pięknotki...

Rybki z małej rzeczki